No właśnie - wbrew przysłowiu jabłka czasem padają baardzo daleko. Fizycznie mój syn w ogóle nie jest do mnie podobny. Nic a nic. Ani z oczu, ani z włosów, koloru skóry, układu twarzy - no nic normalnie. Aż mnie to czasem wkurza :)
Ale jest też między nami jedna śmieszna różnica - że tak to ujmę, temperaturowa. Mnie jest wiecznie zimno. Kiedy wstaję rano, zakładam NATYCHMIAST bluzę i skarpetki, nawet jeśli w domu jest ogólnie ciepło. Uwielbiam się przykrywać w nocy. Jeszcze lepiej - zawijać szczelnie w kołdrę. Najlepiej z głową. Nawet w lato lubię się czymś przykryć, choćby cienkim kocem.
Co innego Tymul. On rano po wstaniu po pierwsze ściąga spodenki, żeby mieć gołe nogi. O skarpetkach w domu nie ma mowy, nawet w zimie. Najchętniej w ogole latałby goły, ale mamusia zmusza go do noszenia bodziaka albo koszulki. W nocy musi spać odkryty. Całkiem. Kiedy tylko poczuje na sobie kołderkę, wykopuje ją z furią, jęcząc przy tym przez sen. Kiedy już się wykopie, uspokaja się szczęśliwy. Żadne zimno mu niestraszne.
Ech, czy to aby na pewno mój syn? ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz