Suwaczek z babyboom.pl

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Możliwości

Zawsze wierzyłam, że życie nam się jakoś samo układa, bardziej lub mniej po naszej myśli, ale jednak, jak by to rzec, wszystko idzie do przodu. Wiadomo, najczęściej trzeba sprawy wspomóc, podjąć decyzje, o coś się postarać, ale jest też jakiś wyższy plan, który sprawia, że spotykamy określonych ludzi, znajdujemy się w określonym czasie w określonych miejscach itd. Być może ta moja wiara to efekt wpajanego mi przez lata oazowego hasła: Bóg Cię kocha i ma dla Ciebie wspaniały plan. Hasło zakiełkowało, zapuściło korzonki i tak sobie we mnie kwitnie od lat :)
Ostatnio jednak coraz częściej się zastanawiam nad punktem, w którym jestem i nad możliwościami, jakie się przede mną otwierają, a raczej, należałoby chyba rzec, zamykają... Mam na myśli prozaiczną i przyziemną sytuację pracowo-dzieciową. Byłam przekonana, że wrócę do pracy od września. Zresztą, takie było moje pierwotne założenie: dwa lata i do roboty. Jakoś w zimie wymyśliłam sobie, że postaram się o miejsce w prywatnym żłobku na naszym osiedlu. Dla dziecia rzecz jasna, nie dla siebie. Gadałam o tym z moją mamą i ona zaoferowała się, że zajmie się Tymkiem przez kilka godzin, żebym mogła wrócić na pół etatu. Bo żłobek drogi i nie wiadomo, jak młody się tam odnajdzie... No i musiałabym go tam zostawiać na dłużej, bo pół etatu by starczyło tylko na czesne i dojazdy... Wydawało mi się to świetnym pomysłem. Do czasu. W czerwcu bowiem moja mamuśka złamała rękę. Potem zaczęła mieć rozmaite zdrowotne problemy i stało się jasne, że o opiece nad młodym nie ma mowy. Na żłobek już za późno, bo podanie trzeba jednak złożyć wcześniej...  A termin, w którym muszę podjąć ostateczną decyzję i złożyć podanie o przedłużenie wychowawczego, zbliża się nieubłaganie. I naprawdę nie wiem, co myśleć, co robić... Ta wiara, że wszystko jest po coś, że tak miało być i że skoro jedne drzwi się zamykają, to na pewno otworzą się jakieś inne, jest u mnie naprawdę bardzo silna, głęboko zakorzeniona. Może ten żłobek to nie miejsce dla Tymona? Może ta praca to już nie miejsce dla mnie? Nie wiem. Tyle tylko, że na razie nie widzę innych opcji. Nie widzę uchylonych drzwi. Brak mi pomysłów, a z drugiej strony czuję wewnętrzny bunt przeciw zostawieniu wszystkiego po staremu przez jeszcze jeden rok.
Dlatego czekam na sygnał. "Na sygnał z centrali". Bo przecież MUSI istnieć jakiś plan, do cholery!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz