Suwaczek z babyboom.pl

wtorek, 18 czerwca 2013

To jednak jest mój syn

Ostatnio było o tym, że Tymulec w ogóle nie jest do mnie podobny. Otóż dziś utwierdziłam się w przekonaniu, że jedna rzecz nas jednak łączy. Jedzenie, a właściwie smaki. Synu uwielbia owoce. Zjada wszystko, bez opamiętania. Nawet kwachowate truskawki mu nie straszne. Otrzepuje się wprawdzie prześmiesznie, ale zaraz żebra o następną. Kocha winogrona - zupełnie jak ja :) Warzywkiem też nie pogardzi, i to na 100%  ma po mnie, bo małżon mój nieszczególnie warzywny.
Dziś jednak zyskałam pewność, że to naprawdę, na bank moje dziecko i żadna szpitalna podmiana nie wchodzi w grę. A to za sprawą... bryndzy. Owczej. Bryndza jak wiadomo ma raczej ostry smak i pewnie nie każdemu dziecku podejdzie. Ponieważ jednak synu domagał się tego samego, co jadła mamusia, posmarowałam mu kanapkę bryndzą. Bryndza została podejrzliwie nabrana na paluszek, wsadzona do pycha i... Tymul oszalał. Zlizał wszystko w tempie ekspresowym, wyżebrał więcej, pożarł i począł dalej żebrać o dokładkę. Musiałam ją przed nim schować, bo niechybnie wpierniczyłby całą paczkę, a to przecież słone jak cholera.
Cóż. Jeszcze chwila, a zacznie nam wyżerać ser pleśniowy z lodówki, że o zapijaniu go winkiem nie wspomnę...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz