Nie, nie będzie o pewnej znanej wszystkim książce. O
matkach będzie. O mnie między innymi. Kiedy urodził się Tymulec, po pierwszym
zachwycie nad nowym człowiekiem przyszła codzienna rutyna. Mąż do pracy, ja w
domu z małym. Noszenie, przewijanie, cycanie, noszenie, cycanie, znowu
przewijanie, cycanie. Spacery ciągle po tych samych ścieżkach. I tak w kółko.
On i ja.
Nagle bez wychodzenia do pracy. Bez codziennego pośpiechu.
Bez biegu na przystanek. Bez żartów przy czajniku, kiedy się w robocie czekało,
żeby zrobić sobie kawę. A potem wypić. Ciepłą. Bez opowieści dziwnej treści o
poranku. Co tam w domu – co mąż, a co kot.
On i ja. Sami. I właściwie nikogo obok na tym samym etapie.
Bezdzietni znajomi dają radę – nie zapomnieli, ale... Oni mają inne życie.
Życie, które nagle dla mnie stało się abstrakcją. Wyjazdy na weekend,
wychodzenie z domu, imprezy, kino. U nas wyjść na początku było jak na
lekarstwo, bo nie bardzo miał kto zostać z małym. Z Tymkiem u znajomych też w
którymś momencie zaczęło być ciężko – wył jak opętany, więc spędzałam czas w
cudzej sypialni z dzieckiem uwieszonym przy cycu.
Aż pewnego dnia odkryłam blogi innych mam. A tam – „Mam
wspaniałego męża, cudowne, zdrowe dziecko, dlaczego, do cholery, czuję się taka
samotna?”, „Brakuje mi koleżanek, tak ciężko się umówić, spotkać i pogadać o
pierdołach”, „Czekam z dzieckiem na rękach przy drzwiach, aż mąż wróci z
pracy”. Boże, to nie tylko ja tak mam? To nie tylko ja ukradkiem wyglądam przez
okno, czy już idzie? Nie tylko ja wściekam się, jak się spóźnia, bo wydaje mi
się, że jeszcze chwila, pół godziny i oszaleję? Nie tylko ja mam wrażenie, że
mam coraz mniej do powiedzenia i niedługo chyba stanę się niezdolna do
jakiejkolwiek konwersacji? Nie tylko ja jestem bliska zaczepiania ludzi na
ulicy, żeby pogadać z kimś dorosłym?
Ano okazuje się, że nie. Okazuje się, że choć w realu
rzadko się o tym mówi i nie każda się do tego przyznaje, to bardzo powszechne zjawisko. Matka-Polka jest
samotna.
To chyba znak naszych czasów. Prawie nie ma już wielopokoleniowych
rodzin, mieszkamy w blokach, nie znamy naszych sąsiadów, każdy żyje
swoim życiem. Kiedyś było inaczej – dzieci wychowywało się wspólnie, wszyscy
się znali, zawsze ktoś przyszedł, spojrzał, pomógł. Były babcie i ciocie – wspólnota
kobiet. Dziś często jedynym miejscem, w którym możemy znaleźć radę,
pocieszenie, czy choćby przeczytać: „ja też tak mam!”, jest internet. Babskie
blogi, fora – nasze współczesne wspólnoty. Nie pomogą nam zająć się dzieckiem,
nie zapewnią bezpośredniego kontaktu, wspólnej kawki, ale... Może dzięki
nim matka-Polka poczuje się choć trochę mniej samotna.
Ze mną tak
było.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz