Suwaczek z babyboom.pl

czwartek, 21 marca 2013

Skorupa

To się działo powoli. Stopniowo, cicho i zupełnie niezauważalnie. Żyłam sobie przez dwa lata, nieświadoma niczego, a skorupa mnie obrastała. I może jeszcze przez jakiś czas bym wcale nie wiedziała, jak bardzo się w niej chowam, gdyby przedwczoraj nie uchyliły się przede mną drzwi do nowego. Właściwie drzwiczki. A było tak. Pojechałam do mojej pracy cośtam załatwić i zupełnym przypadkiem, podczas luźnej rozmowy, dowiedziałam się, że jest kurs angielskiego dla pracowników. O kursie językowym marzę, odkąd jestem na wychowawczym, bo to jakiś kontakt z ludźmi, do tego oczywisty pożytek. Brakowało jednak na to kasy, wiadomo. A tu kurs za darmo.
- Fajnie, szkoda że nie dla mnie - powiedziałam.
- A co Ci szkodzi spytać, może się załapiesz.
No to poszłam, spytałam. I okazało się, że owszem, dla mnie chyba też. I że musiałabym przyjechać na test, żeby się zakwalifikować na jakiś konkretny poziom.
Najpierw euforia - wreszcie, wreszcie coś się dzieje. Idzie wiosna, idzie nowe, idą jakieś możliwości!
A potem... Potem dała o sobie znać skorupa. Przyszły wątpliwości. I strach. Jakiś taki dziwny, irracjonalny. Bo tam będą ludzie i trzeba będzie przy nich mówić po angielsku. A mój angielski koślawy. Bo dwa razy w tygodniu, a ja mam zlecenia. Chyba nie dam rady. I młody - a jak się pochoruje? Nie, nie, to bez sensu. I jeszcze ten test. Przecież nic nie pamiętam, pewnie się dostanę na jakiś niski poziom, a potem nic się nie nauczę. Dam sobie spokój! Tak, tak będzie lepiej. Ulga.
Zostanę w domu. W moim bezpiecznym światku pieluch, sprzątania, spacerków i obiadów. Po co wychodzić? Że chciałam do ludzi? No chciałam, ale właściwie... Nie idę!
Następnego dnia zobaczyłam rano słońce. Słońce zawsze daje mi kopa. I nagle uświadomiłam to sobie. Że jeszcze trochę i zamknę się głębiej, szczelniej. Że za chwilę będzie mi zbyt ciężko z tej cholernej skorupy wyjść. Że sama odbieram sobie szansę. Teraz taką, a jutro? Jutro nie pójdę na rozmowę kwalifikacyjną, nie podejmę nowej pracy, wystraszę się nowych wyzwań.
Zmiana decyzji. Szybko, jeszcze zdążę na ten test. Zadzwonić do mamy. Nie odbiera. Zawaliłam. Odbierz, no odbierz...
W końcu się udało. Dotarłam, napisałam. Okazało się, że całkiem sporo pamiętam, że nie jest tak źle. Odniosłam mały sukces. Powoli wychodzę z mojej skorupy. Jeszcze trochę i zrzucę ją całą!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz