Suwaczek z babyboom.pl

wtorek, 23 lipca 2013

Wierzę - nie biję?

Ponieważ post związany jest z tematyką "kościelną", muszę zacząć od wyjaśnienia mojego stosunku do tejże instytucji. Swoje miejsce w Kościele (bo wciąż wydaje mi się, że jeszcze je mam :)) określiłabym: "stoję w przedsionku". Tak właśnie się czuję. Krok w przód - i jestem w środku, krok w tył - i już mnie tam nie ma. Należałoby może jeszcze wyjaśnić, że oba te kroki już kiedyś zrobiłam. Przez całe liceum byłam bardzo, bardzo w środku. Bardzo zaangażowana, może momentami za bardzo, ale to chyba prawo wieku. Na studiach zaczęłam się wycofywać, żeby w końcu na jakiś czas znaleźć się całkiem poza i zastanawiać, czy Kościół, a nawet wiara mają sens.
Teraz jestem bliżej, w przedsionku właśnie. Dlaczego? Bo wierzę w Boga, zgadzam się z wieloma fundamentalnymi prawdami wiary, bo bliska jest mi chrześcijańska etyka i filozofia życia, ale z niektórymi sprawami zgodzić się nie potrafię. Pewnie nie będę oryginalna, gdy napiszę, że przede wszystkim nie akceptuję całkowitej negacji antykoncepcji, z prezerwatywą włącznie, jaką głosi Kościół. Jest jeszcze kilka innych spraw, ale nie o tym ma być ten post, więc póki co, pominę je milczeniem.
Wróćmy do tematu. Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad tym, o czym się w Kościele mówi, a o czym z jakichś tajemniczych przyczyn mówić się nie chce. Mam za sobą wiele mszy i wiele kazań. Wiele rekolekcji, spotkań. Słyszałam tam o najrozmaitszych sprawach - o wartości rodziny, o tym, że powinno się ją chronić, o rozwodach, o seksie przedmałżeńskim, o mieszkaniu przed ślubem, o in vitro, o antykoncepcji... Uwierzcie mi jednak, że NIGDY nie usłyszałam z ambony jednego, tak prostego, zdania: nie wolno bić dzieci. Ba, nie usłyszałam też wprost, że nie wolno bić ani obrażać żony czy męża. Że to jest po prostu grzech. I nieopisanie mnie to dziwi. Choćby dlatego, że tak wielu ludzi dziś postrzega zaangażowanych katolików jako bandę zacofanych ciemniaków, co to w niedzielę idą do kościoła, a w poniedziałek leją dzieci (których oczywiście mają całe stado) w imię chrześcijańskiego wychowania. A przecież bicie kogokolwiek nie ma nic wspólnego z nauką Jezusa i współczesnego Kościoła. Pamięć mi na starość szwankuje, ale parę cytatów z Biblii jeszcze pamiętam. Na przykład ten: "Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili". Te słowa nawet nie potrzebują komentarza. W końcu trudno dzieciom odmówić prawa do bycia "braćmi najmniejszymi", choćby z racji wzrostu :)
Tak sobie myślę, że tyle słyszymy o przemocy w rodzinie w mediach, czytamy w internecie i gazetach. Może czas, żebyśmy z ambony, zamiast pustych, górnolotnych haseł, usłyszeli w końcu inne, ściągnięte ze świeckiej kampanii: "wierzę - nie biję".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz